← Aktualności

Aktualności · 3 listopada 2026 · flatty

„Najgorsze osiedle w Warszawie" właśnie znika

Lokalizacja była w istocie fatalna. Budynki stanęły w szczerym polu, otoczone z dwóch stron siecią torów, z widokiem na kominy spalarni śmieci i w sąsiedztwie aresztu śledczego.

Lokalizacja była w istocie fatalna. Budynki stanęły w szczerym polu, otoczone z dwóch stron siecią torów, z widokiem na kominy spalarni śmieci i w sąsiedztwie aresztu śledczego.

Zdjęcie: Adrian Grycuk – Praca własna, CC BY-SA 3.0 pl

28 października 2026 roku na warszawskiej Pradze-Południe ruszyła rozbiórka trzech opuszczonych bloków socjalnych przy ul. Dudziarskiej. Osiedle, wzniesione w latach 90. jako celowy eksperyment społeczny dla eksmitowanych lokatorów, przez blisko trzy dekady uchodziło za najbardziej patologiczny adres w stolicy.

We wtorek 28 października 2026 roku na teren odciętej od reszty miasta enklawy między torami kolejowymi, aresztem śledczym i spalarnią odpadów wjechał ciężki sprzęt budowlany. To oficjalny koniec jednej z najbardziej kontrowersyjnych inwestycji w historii Warszawy – trzy opuszczone, zamurowane bloki przy ul. Dudziarskiej 40, 40a i 40b na Olszynce Grochowskiej idą do rozbiórki. Prace mają się zakończyć jeszcze w tym roku i pochłonąć około 1,5 mln zł, a wyłonionym w przetargu wykonawcą jest firma Tree Capital. Choć teren został już ogrodzony i przekazany ekipie, jego dalsze przeznaczenie wciąż pozostaje otwarte.

Kolonia karna, która miała „mobilizować do normalności"

Historia osiedla Dudziarska sięga 1993 roku, gdy samorządy Śródmieścia i Pragi-Południe doszły do porozumienia o budowie miejsca przeznaczonego dla osób z wyrokami eksmisyjnymi i „problematycznych" lokatorów lokali czynszowych. Jednym z pomysłodawców projektu wymienia się dziś Jana Rutkiewicza, urbanistę z wykształcenia i ówczesnego burmistrza Śródmieścia. Założenie było bezkompromisowe: warunki miały być na tyle nieatrakcyjne, by wymusić na mieszkańcach szybkie uregulowanie długów i wyprowadzkę, a całość pełnić funkcję „straszaka" dla pozostałych dłużników. Mieszkania miały charakter rotacyjny – nie projektowano ich dla ludzi, którzy chcieliby tu żyć.

W efekcie u progu XXI wieku w stolicy powstał zespół trzech bloków z około 200–216 ciasnymi mieszkaniami pozbawionymi dostępu do ciepłej wody, ogrzewanymi węglem, a później elektrycznymi grzejnikami. Nie przewidziano przyłącza gazowego, centralnego ogrzewania, ocieplonej elewacji, sklepów ani komunikacji miejskiej – można by pomyśleć, że takie nagromadzenie niedogodności to złośliwość, ale jak podkreślano wtedy, chodziło o celowe odstraszenie.

Trzy bloki bez gazu, ciepłej wody i autobusu

Lokalizacja była w istocie fatalna. Budynki stanęły w szczerym polu, otoczone z dwóch stron siecią torów, z widokiem na kominy spalarni śmieci i w sąsiedztwie aresztu śledczego Warszawa-Grochów dla tymczasowo aresztowanych kobiet. W okolicy nie było żadnego sklepu, a autobus zaczął kursować dopiero pod koniec 2006/2007 roku – najpierw linia 137, później 245, rzadko i naokoło. W niektórych relacjach czas jazdy autobusem do miasta był nawet dwukrotnie dłuższy niż droga piesza. Najkrótsza trasa „do cywilizacji" prowadziła przez kilkadziesiąt par torów, więc mieszkańcy przeczołgali się pod stojącymi składami albo przechodzili po dachach wagonów. Forsowanie torów „na dziko" groziło mandatem, a legalna ścieżka wydłużała spacer o kilometry. Pod kołami ruszających pociągów miało zginąć od kilku do kilkunastu osób, a dzieci wspinające się od góry odjeżdżały razem z pociągiem.

Stygmat, który nie schodził

Do budynków trafiały nie tylko „problematyczne" rodziny, ale też osoby, które popadły w tarapaty finansowe w wyniku przemiany ustrojowej, emeryci, mieszkańcy usunięci z reprywatyzowanych kamienic w centrum miasta, a w późniejszym okresie nawet frankowicze. Różne źródła podają, że w około 30 procentach lokali zakwaterowano policjantów, którzy mieli w wolnym czasie pilnować porządku – szybko się jednak wyprowadzili, a po nich lokale zaczęli zajmować kolejni mieszkańcy z listy oczekujących. Osiedle szybko zyskało miano „kolonii karnej", „warszawskiego getta" i „miejsca o potencjale czarnobylskim". W niedogrzanych, nieocieplonych i zawilgoconych klatkach rozwijał się grzyb, dochodziło do pobić, pijackich burd i zabójstw – m.in. w 2008 roku Zdzisław M. zabił kolegę Arkadiusza O., a w 2014 Krzysztof S. zabił bezdomnego kompana do picia.

Stygmatyzacja dotykała najmocniej dzieci. – Dziecko z Dudziarskiej ma napisane na czole: gorsze – opowiadała w 2025 roku jedna z mieszkanek. Inna, pani Hanna, w rozmowie z TVN jeszcze w 2006 roku mówiła, że po dwóch latach walki o zdrowie psychiczne syna, szykanowanego w szkole za adres, wyemigruje do Anglii. – Dziesięć lat mieszkania tutaj było najgorszym okresem dla mnie i mojego dziecka – przekonywała, dodając, że jedyny powód, dla którego zostawała, to oszczędzanie na zmianę lokum.

Murale, które stygmatyzowały jeszcze bardziej

Władze stolicy próbowały poprawiać sytuację, ale większość działań nie zdała egzaminu. W 2010 roku miasto przyznało grupie Zmiana Organizacji Ruchu grant w wysokości 70 tysięcy złotych na projekt mający zwrócić uwagę na problem wykluczenia – powstały wtedy charakterystyczne czarne kwadraty na każdym z trzech bloków oraz murale inspirowane dziełami Pieta Mondriana i Kazimierza Malewicza. Artyści mieli unikać kontaktu z mieszkańcami, a czarne kwadraty w odczuciu lokatorów jeszcze bardziej stygmatyzowały osiedle. Zwieńczeniem akcji miały być kursy autobusu od Pałacu Kultury pod bloki; opinia publiczna uznała całość za dehumanizującą. Z powodzeniem działało natomiast Towarzystwo Przyjaciół Dzieci Ulicy im. Kazimierza Lisieckiego „Dziadka", które zorganizowało na osiedlu ognisko wychowawcze, oraz ATD Czwarty Świat, który zapoczątkował edukacyjny Festiwal Lata z udziałem mieszkańców.

Zamurowanie, urbex i koniec eksperymentu

Decyzję o wygaszeniu osiedla podjęto 9 września 2015 roku – zarząd Pragi-Południe przyjął uchwałę o zmianie sposobu użytkowania nieruchomości, a lokatorom przyznano nowe mieszkania w całym mieście. Proces przesiedleń trwał do końca 2019 roku, po którym okna i drzwi zamurowano pustakami, by uniemożliwić „dzikie" zasiedlenie i dostęp złomiarzom. Od tego czasu budynki popadały w ruinę, a opuszczone lokale stały się celem miłośników miejskiej eksploracji – w klatkach znajdowano porzucone meble, stosy książek, elementy garderoby i rodzinne zdjęcia. W tym samym okresie pojawiły się różne pomysły na wykorzystanie pustostanów – od ćwiczeń służb specjalnych MSWiA, przez magazyn materiałów sypkich, po nagrania filmowe i teledyski – ale wszystkie podmioty wycofały się z rozmów. Dopiero 28 sierpnia 2024 roku zarząd dzielnicy przyjął uchwałę o przeznaczeniu budynków do rozbiórki „z powodu braku możliwości realizacji funkcji mieszkalnej".

Co po rozbiórce? Mieszkania już tu nie powstaną

Przetarg na wykonawcę rozstrzygnięto na początku lipca 2026 roku – umowę podpisano z Tree Capital, która przygotuje projekt i wykona prace za kwotę bliską 1,5 mln złotych. W grze wciąż pozostawało odwołanie jednego z odrzuconych oferentów do Krajowej Izby Odwoławczej, dlatego podpisania umowy na rozbiórkę oczekiwano na prawomocną decyzję KIO. Inwentaryzacja i pierwsze prace porządkowe ruszyły we wrześniu, a właściwe wyburzanie – w ostatnich dniach października. Wykonawca ma na realizację 180 dni, a całość ma się zamknąć do końca 2026 roku.

Co stanie się z wyburzonym terenem? Na razie nie ma sprecyzowanego planu. Urzędnik dzielnicy Michał Szweycer podkreśla, że najbardziej prawdopodobne jest poszukiwanie dzierżawcy pod obiekt komercyjny, natomiast rzecznik prasowy Pragi-Południe Andrzej Opala potwierdza, że dalsze decyzje o zagospodarowaniu terenu podejmą władze stolicy i dzielnicy. Plan ogólny dopuszcza strefę infrastrukturalną, zieleń lub ogródki działkowe, a w okolicy rozważa się też stację postojowo-techniczną dla trzeciej linii metra. Jedno jest pewne – funkcja mieszkalna nie powróci.

  • Rozbiórka ruszyła 28 października 2026 i potrwa do końca roku; wykonawcą jest Tree Capital, budżet to ok. 1,5 mln zł.
  • Osiedle powstało w 1993 r. jako celowy „straszak" dla eksmitowanych – bez gazu, centralnego ogrzewania, ciepłej wody i autobusu (do 2007 r.).
  • Przez lata nazywane było „najgorszym osiedlem w Warszawie", „kolonią karną" i „warszawskim gettem"; ostatni mieszkańcy wyjechali w 2019 r., a okna zamurowano w 2021 r.
  • Po rozbiórce teren ma służyć pod infrastrukturę, zieleń, ogródki działkowe lub komercyjny obiekt – mieszkalnictwo jest wykluczone.

Wyburzanie Dudziarskiej to symboliczne domknięcie jednego z najciemniejszych rozdziałów warszawskiej polityki lokalowej. Zostaje po nim otwarta przestrzeń na skraju miasta, a wraz z nią pytanie, jak miasto poradzi sobie z przestrzenią, która przez trzy dekady służyła wyłącznie jako ostrzeżenie, a nie miejsce do życia.

16