Aktualności · 2 listopada 2026 · flatty
Terminal T5 w Gdańsku: Polska zyskała 21 hektarów

Terminal ma być zapleczem logistycznym dla budowy Baltica 2.
Zdjęcie: Zdjęcie ilustracyjne, generowane przez SI
W Porcie Gdańsk otwarto Terminal T5, pierwszy polski terminal dedykowany budowie morskich farm wiatrowych. Obiekt o powierzchni 21 hektarów powstał tam, gdzie jeszcze niedawno była woda, a jego koszt to 1,2 mld zł, z czego ponad 700 mln zł pochodzi z KPO.
W piątek, 30 października 2026 roku, w Porcie Gdańsk oficjalnie uruchomiono Terminal T5. To specjalistyczna infrastruktura portowa, która ma obsługiwać najcięższe i największe komponenty morskich elektrowni wiatrowych dostępnych na europejskim rynku. Obiekt powstał w ramach budowy zaplecza dla projektów offshore, a przede wszystkim dla farmy Baltica 2, realizowanej przez PGE i duński koncern Ørsted. Podczas uroczystości podkreślano, że to nie zwykły obiekt magazynowo-portowy, lecz fundament polskiej zdolności technicznej do stawiania gigantycznych turbin na Bałtyku. Władze i przedstawiciele spółek mówili o inwestycji jako o dowodzie, że Polska potrafi budować skomplikowaną infrastrukturę energetyczną z udziałem krajowych firm i przy wsparciu środków unijnych.
- Terminal T5 ma 21 hektarów i powstał na wybudowanym gruncie.
- Koszt inwestycji wyniósł 1,2 mld zł, a ponad 700 mln zł pochodziło z KPO.
- Terminal wesprze budowę Baltica 2, która ma zasilać 2,5 mln gospodarstw domowych.
- Pierwszy prąd z farmy Baltica 2 ma popłynąć w pierwszej połowie 2027 roku.
Nowy grunt z morza
Centralnym symbolem otwarcia stała się powierzchnia terminala. Obiekt zajmuje 21 hektarów i powstał w miejscu, które jeszcze kilka lat temu znajdowało się pod wodą. Premier Donald Tusk odniósł się do tego wprost: Polska jest większa o 21 hektarów. To nie była deklaracja o zmianie granic państwa, lecz sposób na pokazanie, że inwestycja fizycznie rozszerza powierzchnię użytkową kraju i symbolicznie otwiera nowy rozdział. Jak podkreślano, hasło „więcej Polski, więcej mocy” nie miało być pustym sloganem. Terminal ma być materialnym dowodem, że polska gospodarka wchodzi w przestrzeń offshore, w której dotąd dominowały zagraniczne koncerny i doświadczenie nordyckie.
Kto budował i kto przejmuje
W trakcie uroczystości Elektrownia Wiatrowa Baltica-2, kontrolowana przez PGE i Ørsted, przejęła terminal od spółki Istrana. Ta z kolei powstała przy udziale Polskiego Funduszu Rozwoju, który ma 85 procent kapitału, oraz Baltic Hub. Budowę prowadziła spółka celowa, a generalnym wykonawcą była sopocka NDI S.A. Projekt przygotowało gdańskie biuro Transprojekt. Taki model pokazuje, że wrażliwa infrastruktura energetyczna mogła powstać przy silnym udziale kapitału publicznego, funduszy rozwojowych i prywatnych wykonawców. Jednocześnie uroczystość pokazała, jak wiele podmiotów bierze udział w jednej inwestycji offshore: od projektantów, przez portowych operatorów, po firmy dostarczające technologie i logistykę.
Port, który będzie składać wiatraki
Terminal T5 ma być zapleczem logistycznym dla budowy Baltica 2. Z tego miejsca planowane jest transportowanie ponad 107 turbin na miejsce ich instalacji. Moc farmy wynosi około 1,5 GW, a docelowo prąd ma trafiać do 2,5 mln gospodarstw domowych. To oznacza, że port w Gdańsku nie będzie tylko magazynem, lecz centrum operacyjnym, z którego ruszą prace montażowe na morzu. Obiekt jest przystosowany do obsługi największych komponentów, jakie dziś można zbudować dla morskich farm wiatrowych w Europie. Dzięki temu może stać się ważnym portem instalacyjnym dla projektów w południowej części Bałtyku. Dla regionu to szansa na nowe kontrakty, pracę dla specjalistów, a także rozwój serwisów portowych, transportowych i budowlanych, które będą obsługiwać coraz większe dostawy.
Wiatr jako element bezpieczeństwa
Pierwszy prąd z farmy Baltica 2 ma popłynąć w pierwszej połowie 2027 roku. To termin, który w debacie publicznej często bywa traktowany jako odległa obietnica, ale tu podkreślano jego konkretność. W dyskursie oficjalnym powtarzano, że Polska staje się nie tylko portową, lecz także energetyczną potęgą na Bałtyku. Do tego czasu w Polsce już uruchomiono pierwszy polski projekt offshore, a 10 lipca tego roku po raz pierwszy do sieci popłynął prąd z morskich turbin wiatrowych. Sam Terminal T5 ma być częścią szerszego procesu: do 2040 roku na Bałtyku można zainstalować nawet 18 GW mocy. To setki tysięcy kilometrów kabli, ogromne konstrukcje stalowe, specjalistyczne statki i nowe łańcuchy dostaw. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański mówił, że celem jest pełna konfiguracja tych dostaw z polskimi mocami produkcyjnymi. Chodzi o to, by polskie firmy, przedsiębiorcy i pracownicy byli beneficjentami tych inwestycji. W praktyce oznacza to, że polskie firmy mają nie tylko uczestniczyć, lecz też przejmować coraz więcej odpowiedzialności za kolejne etapy budowy.
Rachunek dla gospodarki
Budowa terminalu kosztowała 1,2 mld zł. To kwota, która pokazuje skalę przedsięwzięcia, ale też znaczenie finansowania publicznego i unijnego. Ponad 700 mln zł pochodziło z Krajowego Planu Odbudowy. Właśnie dlatego na uroczystości wielokrotnie wracano do tematu członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Tusk mówił, że Polska jest dziś częścią UE, że UE staje się coraz bardziej polska i że kraj przeżywa swoje najlepsze lata gospodarcze. Domański podał liczby: polskie PKB miałoby być o 42 procent niższe bez unijnego rynku, ponad 5 mln miejsc pracy jest związane ze wspólnym rynkiem, eksport wzrósł sześciokrotnie, a bezrobocie spadło z 20 do 3 procent. To argument, że offshore nie jest tylko projektem energetycznym, lecz także elementem szerokiego wzrostu i integracji europejskiej.
Local content jako test
Ważnym motywem była też rola polskich podwykonawców. Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun odwołał się do analiz PKO BP. Zgodnie z nimi wzrost udziału krajowych firm, czyli tak zwanego local content, o 10 punktów procentowych może zwiększyć PKB o 3,6 procent i podnieść dochody państwa o około 30 mld zł. Balczun podkreślał, że chodzi o bezpieczeństwo, niezależność i odporność łańcuchów dostaw, nie o powrót do protekcjonizmu. Terminal ma być miejscem, w którym polskie firmy zdobywają doświadczenie, certyfikaty i kompetencje, by w przyszłości konkurować nie tylko na krajowym rynku. To strategia, w której duży projekt offshore staje się szkołą dla całego sektora.
Czy wiatr zamieni się w rachunki?
Podczas otwarcia nie zabrakło odniesienia do sytuacji gospodarczej. Tusk wskazał, że inflacja w Polsce spadła z 4,1 procent we wrześniu do 3,5 procent w październiku. Związano to z pakietem CPN oraz z ustawą o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Właśnie dlatego energetyka odnawialna jest przedstawiana nie tylko jako kwestia klimatu, lecz jako czynnik stabilizujący ceny prądu i gazu dla domowych budżetów. Im więcej krajowych mocy wytwórczych, tym mniejsza zależność od importu i zmiennej geopolityki. Terminal T5 może być jednym z ogniw, które pomaga obniżyć koszty transformacji i dać konsumentom stabilniejszy dostęp do energii.
Nowa pozycja na Bałtyku
Jeśli wszystkie zapowiedzi się spełnią, Polska przestanie być jedynie odbiorcą doświadczeń z duńskich i niemieckich projektów offshore. Terminal w Gdańsku ma dać krajowym firmom szansę przejścia od dostawców materiałów do podmiotów budujących systemy energetyczne. To zmiana, która łączy portową logistykę, przemysł stali, energetykę wiatrową i finanse publiczne. Na uroczystości padło też zdanie, że Bałtyk staje się polskim morzem. Otwarcie T5 pokazuje też, jak polska państwowość i sektor prywatny mogą wspólnie budować zdolność, której wcześniej nie było. W takim ujęciu 21 hektarów nowo wyłoniętego gruntu to nie tylko metafora. To punkt startu dla sektora, który ma w kolejnych dekadach decydować o polskiej energii.